No to zacznijmy od początku. Skąd tak jasna i klarowna droga pracy w sporcie? Czy zamiłowanie do aktywności fizycznej wyniosłeś z domu rodzinnego czy coś innego rozbudziło w Tobie pasję? Jak to się zaczęło?
Jak chyba większość młodych wtedy ludzi lubiłem ruch, piłkę, pobiegać itd. kiedyś nie było smartfonów, komputerów, a czas po szkole spędzało się aktywnie na osiedlu, w lesie, na boisku. Wyniosłem to też trochę z domu, mój tata kiedyś biegał (amatorsko), na całe szczęście udało się poprawić i jego życiówki [śmiech]. Mój starszy brat nie był i nie jest wyczynowym sportowcem, ale zawsze sport był mu bliski i to też miało na mnie wpływ, jakieś wzorce dotyczące samej aktywności fizycznej miałem od dziecka. W podstawówce w Łabiszynie, bo z tej miejscowości pochodzę, wyróżniałem się sportowo, głównie biegowo, na tle innych uczniów i nauczycielka WF też mnie trochę kierowała w tym kierunku, żeby zacząć trenować. Jak widać wiele czynników złożyło się na to, że związałem swoje życie ze sportem.
A potem byłeś dobrze zapowiadającym się lekkoatletą, sprinterem. Miałeś znakomite osiągnięcia juniorskie, ale kariery seniorskiej nie rozwinąłeś. Co się stało?
Kontuzje, rozerwanie mięśnia brzuchatego łydki, ale przede wszystkim przepukliny przykręgosłupowe, ból, rwa kulszowa itd. Już na końcu, żeby w ogóle biegać i trenować to musiałem zażywać np. 2-3 ketonale dziennie w zastrzykach... Mogłem poddać się poważnej operacji kręgosłupa albo zrezygnować ze sportu wyczynowego. Wybrałem to drugie i faktycznie moje dolegliwości się wyciszyły. Na tamtym etapie trenowanie nie przynosiło mi żadnych pieniędzy, więc łatwiej było mi podjąć decyzję o zwieszeniu kolców na kołku. Karierę sportową skończyłem jako przyzwoity, choć nie rewelacyjny 400 metrowiec z życiówka 46.78... Od razu po tym jak przestałem trenować zacząłem pracować jako trener, więc płynnie przeszedłem na drugą stronę i chwyciłem stoper w rękę, dlatego nie brakowało mi trenowania.
Można się domyślać, że wybór drogi trenerskiej był naturalny?
Tak, zawsze mnie to zawsze interesowało. Już na obozach kadrowych lubiłem obserwować podpatrywać innych trenerów, analizować ... nawet tych z innych dyscyplin.
Okres trenowania kadry narodowej i olimpijskiej na pewno był intensywny, ale też satysfakcjonujący. Co uznajesz za swój największy sukces w tamtym czasie? Mierzysz sukces medalami czy czymś mniej mierzalnym, jak na przykład zaszczepienie pasji w młodych zawodnikach i zawodniczkach? A co było największym wyzwaniem?
Największy sukces, a może inaczej niezapomniana chwile to takie 3:
2010 rok pierwszy medal - brązowy w Barcelonie podczas Mistrzostw Europy w 2010 roku sztafety 4 x 100m z rekordem Polski, gdzie nikt na nas nie liczył, wszyscy mówili że młody trener nie dowiezie, a na dodatek nie chce się radzić tych starszych trenerów...
2012 zakwalifikowanie podczas Mistrzostw Europy w Helsinkach sztafety na IO do Londynu, moje pierwsze IO i przy okazji brązowy medal ME.
2022 Mistrzostwa Europy w Monachium, srebrny medal po zagrywce va banque ze składem, który nigdy nie trenował i nie biegał w takim ustawieniu i wyszło, medal i rekord polski
To takie sportowe emocje, których nigdy nie zapomnę, mimo, że później były jeszcze 3 IO ( w sumie 4 ), ME i MŚ i wiele medali MP
A takim niewątpliwym sukcesem trenerskim, ludzkim jest też to, że z Mariką Popowicz pracujemy od 25 lat. Ćwierć wieku współpracy i jest to droga usłana sukcesami, mimo kilku trudniejszych chwil jak np. zerwanie ACL przez zawodniczkę - taką długowieczną [śmiech].

Zamknąłeś etap pracy z kadrą, skąd ta decyzja?
Tak wyszło. Ja zrezygnowałem w kwietniu z pracy z seniorami – sprinterami. Mówiąc wprost – nie mogliśmy się dogadać. inne podejście, priorytety, spojrzenia na proces treningowy. Był plan, że miałem się zająć młodszymi sprinterami np. U-23, nawet napisałem koncepcję do IO 2028 w Los Angeles, ale nowe władze w związku miały inne plany, które nie uwzględniały mnie w dalszym szkoleniu.
Teraz coś bardziej z technikaliów: pracowałeś z zawodnikami na bardzo wysokim poziomie sportowym. Jak bardzo na przestrzeni lat zmieniło się podejście do przygotowania fizycznego w sporcie profesjonalnym? Czy większe możliwości analityczne to lepszy rozwój czy jednak coś, co trochę zabija ducha samej aktywności fizycznej?
Podejście zmieniło się ogromnie. Kiedyś przygotowanie fizyczne opierało się głównie na doświadczeniu trenera, objętości treningu i „wytrzyma ten, kto więcej wycierpi". Dziś sport profesjonalny jest dużo bardziej precyzyjny – monitoruje się sen, regenerację, obciążenia, pracę układu nerwowego czy nawet reakcję organizmu na stres. Dzięki temu zawodnicy są szybsi, silniejsi i przede wszystkim dłużej utrzymują najwyższy poziom. Analityka bardzo pomaga, bo ogranicza przypadkowość i zmniejsza ryzyko kontuzji. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy liczby zaczynają całkowicie zastępować intuicję i charakter sportowca. Sport to nadal emocje, rywalizacja i człowiek, a nie tylko wykresy. Najlepsze efekty daje połączenie obu światów nowoczesnej technologii i „czucia" treningu.
W ostatnich latach coraz częściej mówi się o „inteligentnym treningu”, monitorowaniu obciążeń i regeneracji. Jak duże znaczenie mają dziś dane i analiza w Twojej codziennej pracy?
Dane i analiza mają dziś bardzo duże znaczenie, ale wszystko zależy od poziomu organizacyjnego klubu. W pracy z młodzieżą nie zawsze są możliwości pełnego monitorowania obciążeń czy regeneracji, bo często brakuje odpowiedniego sprzętu albo pieniędzy. Ja mam akurat szczęście, że współpracuję z dwoma fizjologami, którzy bardzo pomagają w analizie danych i układaniu treningu. Dzięki temu łatwiej kontrolować rozwój zawodników, reagować na zmęczenie i lepiej planować proces treningowy, ale nadal najważniejsze pozostaje obserwowanie samego zawodnika i jego reakcji na pracę.
Z perspektywy Twojego doświadczenia – co w stylu życia zawodowego sportowca może wyraźnie polepszyć efekty treningów? Z pewnością właściwy odpoczynek i dieta, ale może coś jeszcze?
Regeneracja, dieta to wiadomo, trochę dziś chyba niedoceniane przez niektórych. A poza tym myślę, że także zaangażowanie i świadomość zawodnika po co to robi. Wymieniłbym także zdolność zawodnika do poprawy błędów i wyciąganie wniosków tych właściwych np. z porażek.
A jak ważna jest dla Ciebie mentalność zawodnika i jego podejście do codziennej pracy? Czy Twoim zdaniem charakter można „wytrenować” podobnie jak motorykę?
Myślę, że jest to możliwe tylko do pewnego momentu.

Masz ogromne doświadczenie w sporcie zawodowym, ale także w pracy z młodzieżą. Czy zauważasz różnicę w podejściu młodych zawodników do pracy motorycznej teraz w porównaniu do tego jakie podejście miały starsze pokolenia?
Zauważam ogólnie inne podejście do treningu dzisiejszej młodzieży (oczywiście nie wszystkich, są wyjątki). Kiedyś sport był odskocznia do ciekawszego życia, nieraz lepszego. Dawał wykształcenie, obozy, zawody, zwiedzanie świata, ucieczkę z małych miejscowości do większych ośrodków i chyba wszyscy się bardziej starali. A dziś świat jest na wyciagnięcie ręki. Wycieczki, wszystko w smartfonie, social media, które pokazują, że niekoniecznie trzeba pracować ciężko na sukces. Młodzież ma sporo podane na talerzu, dlatego często mniej się starają, nie raz wolą uciekać niż pracować i rozwiązywać problemy.
Czy jest jakiś element przygotowania fizycznego, który według Ciebie wciąż bywa niedoceniany w polskim sporcie?
Moim zdaniem wciąż niedoceniana jest regeneracja i edukacja zawodników w tym zakresie. Wielu młodych sportowców nadal skupia się tylko na samym treningu, a sen, odżywianie czy odpoczynek traktuje jako coś drugorzędnego. A właśnie te elementy często decydują o rozwoju i unikaniu kontuzji.
Hokej jest jedną z najbardziej wymagających dyscyplin pod względem motorycznym. Z pewnością o tym wiesz i analizowałeś potrzeby zawodników. Które elementy przygotowania uważasz dziś za absolutnie kluczowe u nowoczesnego hokeisty?
Nowoczesny hokeista musi być przede wszystkim kompletnym atletą. Kluczowe są dziś dynamika i moc, bo hokej stał się bardzo szybki i intensywny. Ogromne znaczenie ma też przygotowanie wydolnościowe, żeby utrzymać wysoką jakość gry przez cały mecz. Do tego dochodzi mobilność, stabilizacja i odporność na przeciążenia, bo sezon jest długi i bardzo wymagający fizycznie. Coraz większą rolę odgrywa też regeneracja. Widać, że przygotowanie motoryczne hokeisty musi być kompleksowe, trzeba kształtować wiele elementów, co nie jest łatwe.

Jakie są Twoje pierwsze cele po rozpoczęciu pracy z naszą drużyną? Na co chcesz zwrócić uwagę w pierwszej kolejności?
Po okresie roztrenowania najważniejsze będzie stopniowe odbudowanie zawodników i przygotowanie ich do obciążeń, które czekają nas w dalszej części przygotowań i sezonu. W pierwszej kolejności chcę zwrócić uwagę na jakość ruchu, wydolność, siłę. Ważne będzie też poznanie organizmów zawodników i indywidualnych potrzeb, żeby jak najlepiej dobrać proces treningowy do całej drużyny. Już jestem w kontakcie z fizjologami i pracujemy.
A jak relaksuje się trener? Jak odpoczywasz od pracy? Jakie pasje czy zainteresowania i metody spędzania czasu pozwalają Ci zachować równowagę między pracą a życiem prywatnym?
Tak zwyczajnie. Lubię pobiegać, obejrzeć film czy serial w TV, pójść do kina. Lubię też posłuchać muzyki z gramofonu i płyt winylowych, których trochę mam.
Niniejszy wywiad, w świetle prawa autorskiego i prasowego, stanowi własność intelektualną KH Toruń HSA. Cytowanie, przedrukowywanie w całości lub we fragmentach, w wydawnictwach papierowych oraz internetowych, bez wiedzy i zgody autora zabronione.