Cookie Consent by FreePrivacyPolicy.com
Home Odkryj Kadra Terminarz Social Media

3 tygodnie temu

Nasza praca daje kibicom namiastkę meczu… Rozmowa z Różą Koźlikowską i Luizą Kowalewską, toruńskim, fotograficzno-dziennikarskim duetem

Emocji nie da się oszukać, więc raczej średnio zachowujemy dystans i każdy mecz przeżywamy nie tylko jako media, ale również jako kibic. Jednak staramy się zachować profesjonalizm i być obiektywne.

Jak znalazłyście się w Toruniu i jak doszło do tego, że się poznałyście i zaczęłyście współpracę?

Luiza: Cztery lata temu składając podanie na studia, Toruń był jedną z opcji. Finalnie tu się dostałam i postanowiłam się przeprowadzić.

Róża: Urodziłam się w Toruniu, teraz mieszkam pod Toruniem, więc od zawsze jestem związana z tym miastem.

Luiza i Róża: Spotkałyśmy się na wieczorze gier po meczu żużlowym u jednej z naszych wspólnych znajomych. Okazało się, że gra „Speedway Biznes” spodobała nam się na tyle, że powtórzyłyśmy takie spotkanie kilkukrotnie. Uogólniając poznałyśmy się przez wspólnych znajomych i połączyły nas zamiłowanie do żużla oraz koszykówki.


Czyli Wasza przygoda z toruńskim sportem zaczęła się właśnie od żużla?

Luiza: Jedna z moich znajomych zaproponowała mi wyjście na mecz żużlowy. Wiedziałam, ze to dość popularny sport w Toruniu, ale nie uważałam, że może mnie zainteresować. Jednak myliłam się i żużel stał się jednym z moich ulubionych sportów. Zarówno na koszykówkę jak i na hokej wybrałam się za sprawą Róży. I tak już zostało, że hokej stał się dużą częścią mojego życia.

Róża: Sport był u mnie w rodzinie od zawsze, żużel i hokej królowały. W hokeju miałam kilka lat przerwy, jednak wróciłam częściowo od sezonu 2018/2019.  Po drodze zainteresowałam się koszykówką i od tamtego momentu łączę ze sobą trzy terminarze.


A skąd w ogóle zainteresowanie sportem? Czy kiedyś same uprawiałyście jakąś dyscyplinę?

Luiza i Róża: Sport w życiu każdej z nas był w zasadzie od zawsze. Oprócz bycia widzem, obie tańczyłyśmy – w zespole, solo oraz duecie (ale nie razem). Miałyśmy epizody związane z różnorodnymi stylami tańca.

Odsłoniłyście już w zasadzie Wasze ulubione dyscypliny sportowe, a na jakich spośród nich można Was spotkać?

Luzia i Róża: A na jakich nie! [śmiech] A tak poważnie to, oprócz hokeja, jesteśmy na żużlu i  koszykówce (jednak od kiedy trybuny są zamknięte, to niestety tylko Róża). Różę dodatkowo można spotkać na meczach futsalu. A! No i oczywiście nie możemy zapomnieć, że staramy się pojawiać na Młodzieżowej Hokej Lidze, kiedy tylko możemy.


Czy to cały czas bardziej hobby i pasja, czy powoli myślicie o tym, jako o swojej pracy?

Luiza: Póki co jeszcze hobby, jednak mam  nadzieje, że wkrótce przerodzi się w pracę!

Róża: Jeśli chodzi o żużel i koszykówkę to praca – jestem związana z tymi toruńskimi klubami. Natomiast hokej jest póki co jedynie hobby.

A teraz brutalne pytanie. Skąd bierzecie środki na podróże na mecze wyjazdowe? Czy są już kluby, które w jakiś sposób współfinansują Wasze wyjazdy, czy same inwestujecie w siebie?

Luiza i Róża: Głównie wszystko opłacamy same. U Róży małym wyjątkiem są wyjazdy na mecze koszykówki.


Czy stojąc za obiektywem wciąż przeżywacie sportowe widowisko, czy czujecie emocje, czy raczej zachowujecie dystans i chłodny profesjonalizm?

Luiza i Róża: Oj, emocji nie da się oszukać, więc raczej średnio zachowujemy dystans i każdy mecz przeżywamy nie tylko jako media, ale również jako kibic. Jednak staramy się zachować profesjonalizm i być obiektywne – np. gdy drużyna lub jakiś zawodnik zagrał źle to przedstawiamy to w prawdziwym świetle, nigdy nie „słodzimy”.

Macie doświadczenia z wielu dyscyplin, jak pośród nich wypada hokej? Czy to sport, który daje pole do popisu jeśli chodzi o fotografię sportową oraz o dziennikarską warstwę Waszej pracy?

Luiza: Przez to, że hokej nie jest zbyt popularnym sportem, szczególnie w północnej części Polski, zainteresowanie nim jest mniejsze. Sprawia to, że trudniej dostać się do „hokejowego środowiska”, jednak jak już ta sztuka się uda, to kontakt m.in. z zawodnikami czy klubem odbywa się bez większych problemów. Najtrudniejsze jest nawiązanie tych kontaktów. W hokeju jest też na pewno mniejsza konkurencja  niż np. w toruńskim żużlu.

Róża: To zależy od lodowiska, na którym się znajduję. Ujęcia z poziomu pleksy są dużo bardziej dynamiczne, jednak również są dużo trudniejsze technicznie do wykonania. Tak jak wspomniałam, wiele zależy od lodowiska, a przede wszystkim od stanu pleks i wyznaczonych miejsc, w którym zdjęcia można wykonywać – np. w Krakowie można robić zdjęcia jedynie z trybun, natomiast w Nowym Targu można wystawać głową ponad szybą stojąc na ławce. Hokej sam w sobie jest sportem szybkim, dynamicznym oraz dość agresywnym, co daje spore pole popisu jeśli chodzi o ciekawe ujęcia. Bójki w trakcie meczu dodają charakteru i odkrywają dodatkowe emocje, a jak wiadomo, im więcej emocji tym lepiej. Jestem ogromną fanką „portretowych” zdjęć sportowych, jednak żeby móc je wykonywać, trzeba pracować z poziomu lodu. Ja wybieram raczej dyscypliny dynamiczne, dlatego też hokej wypada podobnie do np. koszykówki. Żużel również jest dynamiczny, jednak jest to specyficzna dyscyplina i nie mogę jej porównać do hokeja, czy też koszykówki. Każda z nich daje inne warunki do pracy, co też stanowi inne wyzwania.

Czy jest jakiś mecz hokejowy, który najbardziej zapadł Wam w pamięć i dlaczego?

Luiza i Róża: Każdy mecz ma w sobie to coś i albo to „coś” chce się jak najszybciej zapomnieć albo pamiętać jak najdłużej. Na pewno w pamięci na długo utkwi nasz pierwszy mecz wyjazdowy do Katowic, który na dodatek wszystkiego był wygrany! Ja [Róża] zawsze miło będę wspominać wygrany mecz z Sosnowcem (1.12.2019)  ponieważ radość pełnych trybun była niesamowita. 

A co najzabawniejszego lub najdziwniejszego spotkało Was w tracie pracy?

Luiza i Róża: Wiele można by opowiadać. Jedną z najdziwniejszych na pewno jest historia o wypadającej pleksie w Katowicach. Kiedy byłyśmy na naszym pierwszym meczu w Spodku, miejscowi fotografowie opowiadali nam, że zdarza się, że pleksa wypada, jak zawodnicy w nią uderzają. Kolejnym przykładem na pewno jest odwołany mecz w Oświęcimiu, gdy zarówno zawodnicy jak i my byłyśmy już w drodze. Im udało się łatwo zawrócić, jednak dla nas nie było to tak proste. Gdy informacja o odwołaniu meczu pojawiła się w mediach, byłyśmy już w pociągu z Warszawy. Nie byłoby wielkiego problemu, gdyby nie fakt, że kolejna stacja była dopiero w Krakowie. Nasza podróż, mimo iż mecz się nie odbył, trwała około 15 godzin. Nie możemy też nie wspomnieć, że dojazd z Katowic do Jastrzębia nie jest łatwy. Dojechać można tam busem. Podczas naszego pierwszego wyjazdu tam, nie byłyśmy zbyt zorientowane w tym, jak wygląda miasto. Kupiłyśmy bilet na dworzec nieopodal Jastoru, a pan kierowca wysadził nas na drugim końcu Jastrzębia. Dzięki temu odbyłyśmy godzinną wycieczkę, głównie pod górę, z walizkami po mieście.


Czy Waszym zdaniem toruńscy sportowcy, a w szczególności hokeiści są świadomi tego, jaką rolę odgrywa w ich pracy promocja, marketing, umiejętność interakcji z dziennikarzami w trakcie wywiadów lub współpraca z fotografem?

Luiza i Róża: I tak i nie. Wydaje nam się, że w hokeju zawodnicy mają tego najmniejszą świadomość. Jednak wiadomo, że są wyjątki np. w toruńskim klubie - Anton Svensson, który został „twarzą kawy”, czy Egor Shkodenko, który zdecydował się nawiązać współpracę z redakcją, której jesteśmy częścią – Planet of Hockey i pokazał swój #instaday. Dodatkowo młodzi zawodnicy są bardziej świadomi tego, jak ważna dla nich jest współpraca z mediami. Są też oni częściej obecni (i aktywni!) w social mediach, co ułatwia nam pracę.

Róża: Wydaje mi się, że wielu zawodników stawia na swoją własną promocję na swoich mediach społecznościowych, ale nadal spora grupa nie jest świadoma tego, że istniejąc i dobrze żyjąc z mediami, pokazują siebie oraz całą dyscyplinę z dobrej strony. Wydaje mi się, że wielu zawodników nie umie się przełamać do pokazywania siebie, kawałka swojego życia (fani to uwielbiają) lub swojej pracy w mediach (np. przygotowania do meczu itp.). Chociaż wiem, że może to być kontrowersyjne ponieważ jak mecz nie pójdzie, to fani będą się buntowali, że zawodnicy powinni zajmować się graniem a nie Internetem. W koszykówce zawodnicy bardziej zdają sobie sprawę z tego, że trzeba działać marketingowo, bo to wpływa na jakość ligi oraz samego zawodnika. Nie buntują się, gdy na horyzoncie pokazuje się jakiś marketingowy projekt. Na żużlu również świadomość jest spora, ale może dlatego, że polska liga jest najpopularniejszą ligą na świecie.

W jaki sposób się doskonalicie? Odbywacie jakieś kursy, warsztaty fotograficzne i dziennikarskie? Inwestujecie w sprzęt?

Luiza i Róża: Szczerze mówiąc, obecnie nasz czas jest bardzo ograniczony – mamy niewiele wolnego w ciągu roku, bo sezony sportowe się wymieniają, ale staramy się jak możemy. Jeżeli chodzi o inwestycję w sprzęt, to zależy od potrzeb i trzeba spojrzeć na to długodystansowo: czy dany sprzęt np. przyda nam się do czegoś jeszcze, czy jest to „widzimisię” w tym momencie. Jednak wyjazdy są też sporym wydatkiem i trzeba znaleźć we wszystkim balans. Wiadomo, że nie chcemy „wypaść z obiegu” i takie inwestycje są nieuniknione. Dodatkowo sport nie jest naszym jedynym obiektem zainteresowań, co za tym idzie nie jest też jednym wydatkiem.

Czy Polska Hokej Liga jest przyjazna fotografom i dziennikarzom takim jak Wy? Czy często zdarzają się problemy z akredytacjami, z dostaniem się na mecze?

Luiza i Róża: To zależy. Współpraca z toruńskim klubem oraz Planet of Hockey bardzo nam ułatwia i pomaga w dostaniu akredytacji. W tym sezonie pandemia mocno utrudniła pracę w mediach, nie tylko w hokeju, jednak dla nas nie było to aż tak odczuwalne. Napotkałyśmy dwa największe problemy, pierwszym z nich była nieprzyjemna sytuacja w Sanoku: mimo, iż dostałyśmy potwierdzenie o przyznaniu akredytacji jako media klubowe (ważny aspekt), to po dojechaniu do Sanoka (a droga nie była łatwa) doszły nas słuchy, że z naszymi akredytacjami może być problem. Po uruchomieniu naszych kontaktów – w tym miejscu chciałybyśmy podziękować naszemu klubowi, Planet of Hockey oraz Patrikowi Spesnemu za pomoc i szybką interwencję, przez co ostatecznie, bez większych problemów mogłyśmy wejść na mecz. Druga sytuacja przytrafiła nam się przed półfinałem Pucharu Polski. W tym przypadku był problem z limitem akredytacji na redakcję ponieważ półfinał cieszył się sporym zainteresowaniem mediów. Finalnie na szczęście również udało nam się problem rozwiązać. Co ciekawe na finał Pucharu Polski (JKH GKS Jastrzębie – Unia Oświęcim) nie miałyśmy problemu z uzyskaniem akredytacji chociaż mediów było równie dużo.

Czy w trakcie pandemii widzicie, że rola dziennikarzy sportowych i fotografów jest jeszcze większa, bo dzięki nim, chociaż w stopniu minimalnym, skracany jest dystans między widowiskiem, niedostępnym bezpośrednio dla widza, a samym kibicem?

Luiza i Róża: Wbrew pozorom jest to ciężkie pytanie. Na pewno nasza praca daje kibicom namiastkę meczu, jednak z drugiej strony wiadomo, że nic nie odda emocji na żywo. Dodatkowo w tym ciężkim dla wszystkim czasie, media spotykają się z pretensjami ze strony kibiców, że my możemy być meczu i oglądać spotkanie na żywo, a Oni nie. Jest to uciążliwe i nie będziemy ukrywać, że uderza w nas to bezpośrednio, ponieważ wkładamy w to swój czas, (nasza praca nie kończy się razem z zakończeniem meczu – trwa jeszcze kilka dobrych godzin - zdjęcia wymagają selekcji oraz edycji, relacje czy wywiady wymagają napisania i korekty) pieniądze oraz nasze zaangażowanie.

Czy macie wśród fotografów i dziennikarzy swoje wzorce, kogoś kogo pracę doceniacie w sposób szczególny?

Luiza i Róża: Nie ma jednej konkretnej osoby, często zapoznajemy się z pracami innych i czerpiemy z tego inspiracje, lubimy oglądać ładne obrazki.  Odnośnie zdjęć cenię sobie [Róża] fotografów, którzy mają swój własny styl, ich zdjęcia są wyraziste i mają w sobie to coś. Fotografia sportowa oprócz tego, że ma przynosić przedstawienie faktów w formie reportażu, to moim zdaniem powinna też być miła dla oka. 

Czy czujecie, że kobietom trudniej jest funkcjonować jako dziennikarki lub fotografki w świecie sportu? Czy spotkałyście się kiedyś z jakimiś uprzedzeniami, stereotypowym traktowaniem lub lekceważeniem ze względu na płeć?

Luiza i Róża: Wydaje nam się, że każdy już zdaje sobie sprawę jak odbierane są kobiety w środowisku sportowym. A jest to często przekrzywione i niesprawiedliwe spojrzenie. Nie znalazłyśmy się w miejscu w którym jesteśmy przypadkiem. Dążyłyśmy do tego ciężką pracą, co często jest jednak niestety pomijane i zapominane. Osobiście bezpośrednio nie spotkałyśmy się z takim stereotypowym traktowaniem ze strony mężczyzn. Wbrew pozorom zazwyczaj to kobiety próbują trochę „namieszać”. Oczywiście, nie bezpośrednio w twarz. Ważne jest, aby kobiety wspierały siebie nawzajem, a nie wzajemnie się obgadywały. Środowisko sportowe jest ciężkie dla naszej płci i dlatego ważny jest wzajemny szacunek i wsparcie.

Obserwowałyście przez cały sezon rozgrywki PHL, kto Waszym zdaniem wywalczy w tym sezonie tytuł mistrzowski?

Luiza i Róża: Nie ukrywamy, że poza Toruniem wspieramy też GKS Tychy i to za nich trzymamy mocno kciuki! Jednak Jastrzębie jest równie mocnym przeciwnikiem. Chciałybyśmy obejrzeć finał GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie.


Z Waszego punktu widzenia, z punktu widzenia Waszej pracy, która w dużej mierze czerpie z atrakcyjności widowiska sportowego, jakie jest Wasze zdanie o PHL jako o lidze open? Czy sądzicie, że polski hokej ligowy stał się atrakcyjniejszy?

Luiza i Róża: Jest to kolejne ciężkie pytanie, na które nie możemy jednoznacznie odpowiedzieć. Fakt - mamy troszkę odmienne zdanie do tego, które ostatnio często jest wygłaszane w mediach. Uważamy, że dzięki Lidze Open PHL stałą się atrakcyjniejsza. Jednak nie mówimy, że Liga Open nie ma minusów. Jesteśmy na tak, jeżeli o nią chodzi, jednak potrzebuje ona trochę doprecyzowania. I nie chodzi nam wcale o liczbę zawodników zagranicznych. W Polsce wielu jest utalentowanych młodych zawodników, którym należy dać szansę na rozwój i trzeba ich wspierać. Jednak miejsce w kadrach meczowych powinni oni wywalczyć sobie w sportowy sposób, a nie otrzymać je dlatego, że są narodowości polskiej. Dopóki szkolenie w polskich klubach będzie na słabym poziomie, to ci zawodnicy nie będą prezentować poziomu takiego, jaki oczekiwalibyśmy po drużynach walczących o mistrzostwo Polski. Liga Open z założenia miała pozwalać drużynom na ściąganie zagranicznych zawodników wysokiej klasy, którzy mieli wspomóc kluby, gdy brak wystarczającej liczby Polaków, którzy mogliby walczyć na odpowiednim poziomie. Dzięki takiemu przepisowi do naszego kraju trafiło wielu dobrych zawodników, którzy na pewno sporo wnieśli w szeregi drużyn, które reprezentowali. Oczywiście były też przypadki, kiedy zawodnik okazał się transferowym niewypałem, ale tak jest w każdym profesjonalnym sporcie. Krytyka Ligi Open wiąże się zatem z tym, że nie wszyscy obcokrajowcy, którzy trafiają do naszej ligi plasują się w czołówce klasyfikacji kanadyjskiej (a co za tym idzie są oni krytykowani ze względu na niższą przydatność dla drużyny) oraz po drugie: ze słabym szkoleniem młodzieży. Mimo to problemy reprezentacji nie pojawiły się teraz - rok czy dwa po wprowadzeniu ligi open, ale trwają od wielu lat i rozpoczęły się jeszcze na długo przed rozmowami o zniesieniu limitu obcokrajowców w naszej lidze. Musimy patrzeć na cały polski hokej zarówno przez pryzmat poprawy poziomu w PHL (a co za tym idzie lepszej promocji polskiego hokeja za granicą w rozgrywkach np Hokejowej Ligi Mistrzów czy Pucharu Kontynentalnego), a także na dobro reprezentacji, aby mogła powrócić do światowej elity.

Dziękujemy Wam za rozmowę i mamy nadzieję, że w nowym sezonie będziecie pojawiać się na naszych meczach przy pełnych trybunach.

Luiza i Róża: Dziękujemy i też sobie i Wam tego życzymy!

Udostępnij