9 sekund

Zakończył się sezon rozgrywek I ligowego hokeja na lodzie. Zajęliśmy w nich ostatecznie drugie miejsce. Porażka w meczach finałowych z Zagłębiem Sosnowiec jest bolesna dla wszystkich: kibiców, zawodników, trenera, sztabu, działaczy i właścicieli klubu. Przebieg całego sezonu pozwalał przed najważniejszą częścią sezonu zakładać, że mamy poważne szanse na zdobycie awansu na drodze sportowej. Niestety, lodowisko pokazało że Play-Offy w hokeju to zupełnie co innego niż cały sezon ligowy. Nie tylko zabrakło szczęścia, seria kontuzji w linii defensywnej w meczach półfinału i finału zakrawa na dramatycznego pecha.

Ostatnie ligowe mecze z finałowym rywalem rozegraliśmy w listopadzie, od tego czasu trwał korespondencyjny pojedynek pomiędzy obiema drużynami, od samego początku będącymi faworytami rozrywek. Obie drużyny niemal seryjnie kompletowały punkty.
W półfinale drużyny solidarnie wygrały swoje serie 2:1.

Finał od samego początku zapowiadał się na duże wyzwanie sportowe dla naszych graczy. Było wiadomo, że nasi rywale dokonali poważnych wzmocnień w trakcie rozgrywek, obie drużyny nie miały jednak okazji zmierzyć się ze sobą.
Dobre przygotowanie fizyczne pozwoliło nam na uniknięcie przez cały sezon zasadniczy poważniejszych kontuzji. W trakcie play-offów kontuzje sypały się jednak jak z rękawa. Z każdym meczem zaczęła nam się osłabiać formacja obronna – najpierw Remigiusz Gazda, potem Szymon Mądrowski, a w pierwszym meczu w Sosnowcu Piotr Huzarski. Wielu zawodników w tej fazie rozgrywek doznało mniej poważnych kontuzji, grali częstokroć z zaciśniętymi z bólu zębami, łykając tuż przed meczem środki przeciwbólowe.

Do feralnego, ostatniego meczu przystąpiliśmy zatem z 3 nominalnymi obrońcami. Znalazło to odniesienie w wyniku. Zagłębie niesione entuzjazmem po wygranej w sobotnim meczu i przy fanatycznym dopingu kibiców zagrało mecz, w którym wychodziło im niemal wszystko. Mimo tak niesprzyjających okoliczności drużyna wykazała się wielką wolą walki, determinacją i poświęceniem. Każdy zawodnik grał z pełnym zaangażowaniem, zostawiając na lodzie krew i pot.
Do końcowego sukcesu w rozgrywkach zabrakło kilku czynników, decydującym czynnikiem okazała się krótka ławka i brak wzmocnień. Założeniem Klubu przed sezonem było stworzenie drużyny złożonej z zawodników pochodzących z Torunia, konsekwencją tego był m.in. mały wybór zawodników, szczególnie, że nie udało się dojść do porozumienia z Bartoszem Fraszko. Część zawodników wybrała naukę w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Na koniec okresu transferowego udało się pozyskać z Krynicy M. Strużyka, niestety nie powiodło się nam poszukiwanie innych zawodników, pomimo wielu negocjacji i rozmów, ofert przekraczających stawki na rynku 1 ligowym nikt nie zdecydował się na przyjście na naszej drużyny. Odmienną sytuację miało Zagłębie które mogło korzystać z szerokiego wachlarza zawodników dostępnych na miejscu, wręcz o kilka przystanków tramwajem. Nie ulega wątpliwości, że drużynom z południa kraju o wiele łatwiej z uwagi na położenie geograficzne wzmocnić się dodatkowymi graczami. Transfer na północ to już prawdziwa przeprowadzka, na którą wielu zawodników nie decyduje się, nie tylko ze względów sportowych, ale także rodzinnych i w przypadku Pierwszej Ligii – zawodowych.

Jak uczy nas doświadczenie na lodzie grają nie tylko zawodnicy. Mieszanina rutyny z młodością pozwoliła nam dotrzeć do finału, na ostateczny sukces w rozgrywkach okazało się to jednak za mało.

Do końcowego sukcesu liczy się także szczęście, którego zabrakło w pierwszym nam meczu ostatniego weekendu, ale także w przypadku tak wyrównanych przeciwników najwyższe morale drużyny nadszarpnięte pechowo przegranym meczem.

W kolejnym sezonie, bez względu na fakt w której zagramy lidze trzeba wyciągnąć wnioski z tej przykrej lekcji.

Komentowanie zamknięte.